Recenzja „Klaśnięcie jednej dłoni” Richard Flanagan

Tasmania to niezwykle tajemnicza oraz dzika wyspa, która znajduje się na południe od wybrzeży Australii. Pewnej nocy  1954 roku jedną z osad nawiedziła ogromna śnieżyca, która zaskoczyła mieszkańców swoją gwałtownością oraz przenikliwym mrozem. To właśnie wtedy Maria Buloh wyszła bez żadnego słowa i opuściła swojego męża oraz trzyletnią córeczkę Sonję. Nikt nie znał powodów jej nagłego odejścia i nie potrafił zrozumieć, jak mogła opuścić swoją rodzinę. Co tak naprawdę spowodowało, że kobieta postanowiła uciec? Czy jej mąż oraz dziecko mają jakąkolwiek szansę, żeby jeszcze kiedyś ją zobaczyć? Dokąd Maria udała się w taką śnieżycę?

„Miłość to most. A bywają ciężary, co most pod nimi pęka.”

Bojan Buloh jest imigrantem, który pragnął odnaleźć w Tasmanii spokój oraz wytchnienie od koszmaru, jaki niedawno przeżył. Jednak demony przeszłości cały czas go nawiedzają, a brutalność oraz gwałtowność wojny nie dają o sobie tak szybko zapomnieć. Mężczyzna nadal nie potrafi pogodzić się z odejściem żony i coraz częściej zaczyna sięgać po alkohol. Cała ta sytuacja odbija się jednak na jego córce, która podobnie jak on czuje pozostawioną przez Marię pustkę. Wkrótce Bojan zaczyna wyżywać się na Sonji, która stara się ze wszystkich sił spokojnie przyjmować kolejne ciosy ojca. Jednak czy dziewczyna będzie potrafiła w przyszłości wybaczyć ojcu wyrządzone przez niego krzywdy?

„Przeszłość nie wytycza przeznaczenia, a możliwości tworzymy sobie tak samo jak prowadzimy samochód: albo powoli, nie ryzykując i niczego wartościowego przy tym nie osiągając, albo szybko, a wtedy liczy się tylko to, co jest przed nami, a to, co zostaje za nami, przestaje mieć znaczenie.”

W 1989 roku Sonja postanawia wrócić w rodzinne strony po latach spędzonych w Sydney. Kobieta jest już dorosła i próbuje odnaleźć coś, co utraciła dawno temu. Jednak czy ponowne spotkanie z ojcem, który wyrządził jej tak wielkie krzywdy, to naprawdę dobry pomysł? Czy mężczyzna zmienił się po latach rozłąki? Sonja pragnie również poznać odpowiedzi na dręczące ją pytania na temat tajemniczego zaginięcia jej matki, której prawie w ogóle nie pamięta. Czy kobiecie uda się w końcu zaznać spokoju po latach udręki? Kobieta będzie musiała wkrótce podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu, która już na zawsze ją odmieni…

„Moja przeszłość to nie ja, przekonywała samą siebie, nie ogranicza mnie ani nie definiuje. Jestem swoimi marzeniami i zapewne dlatego Sidney – przebiegłe miasto złudnych obietnic – to dla mnie właściwe miejsce”

Z twórczością Flanagana miałam już styczność podczas czytania niezwykle poruszającej książki „Ścieżki północy”, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Już wtedy postanowiłam sobie, że koniecznie muszę poznać resztę książek tego autora. „Klaśnięcie jednej dłoni” zaintrygowało mnie swoim opisem, który jest niezwykle zagadkowy oraz interesujący. Akcja bardzo powoli nabiera tempa i dopiero pod sam koniec czytelnik otrzymuje odpowiedzi na nurtujące go pytania. Richard Flanagan niezwykle ciekawie oraz barwnie opisuje Tasmanię, w której dzieją się wszystkie wydarzenia. Atmosfera tej pozycji jest naprawdę niesamowita i przenosi czytelnika do zupełnie innego świata.

Główna bohaterka wiele przeszła w swoim życiu i już jako mała dziewczynka musiała mierzyć się z wieloma problemami. Dzięki licznym retrospekcjom mamy możliwość poznać jej przeszłość oraz zobaczyć, jak trudne dzieciństwo wpłynęło na całe jej życie. „Klaśnięcie jednej dłoni” to książka która zmusza nas do refleksji nad swoim życiem oraz odpowiedzenia sobie na pytanie: Co tak naprawdę liczy się w naszym życiu? Choć „Ścieżki północy” zrobiły na mnie większe wrażenie, to uważam, że pozycja również zasługuje na chwilę uwagi. Jeśli jeszcze nie poznaliście twórczości Flanagana, to naprawdę gorąco Was do tego zachęcam!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję wydawnictwu

Moja ocena:

kxiążki ocena    5/6

Wyzwania:

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 3 cm

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Recenzja „Klaśnięcie jednej dłoni” Richard Flanagan

  1. Chociaż wspomniałaś o dość wolnym tempie akcji, to widać, że książka ma swoje wartości. Chętnie ją przeczytam. Pozdrawiam! :)

  2. ~Kathy Leonia pisze:

    nie wiem czy bym sięgnęła… ale po Twej recenzji Alive capnęłam sobie ją:D

  3. ~Mirabelka pisze:

    To nie mój typ literatury, chociaż recenzja jest całkiem obiecująca ;)

  4. ~Ellie Moore pisze:

    Niedługo sama będę czytać. Już się nie mogę doczekać :)

  5. Będę czytać tę książkę. Czeka już na mojej półce :)

  6. Czytałam i choć faktycznie akcja nie rozwija się w zawrotnym tempie to książka jest naprawdę dobra i aż do samego końca zastanawiałam się jak cała historia się zakończy :)

  7. ~Meggie pisze:

    Twórczości Flanagana nie poznałam, ale widzę, że warto :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>