Recenzja „Zabij mnie, tato” Stefan Darda

Pewnego dnia trzynastoletnia Wiktoria wracała ze szkoły wraz z dwiema młodszymi siostrami. Dziewczynka miała za zadanie bezpiecznie przyprowadzić Olę oraz Julię do domu tak jak każdego innego dnia. Jednak Wiktoria spotkała po drodze swoich znajomych i pozwoliła swoim siostrom na to, żeby same dotarły na miejsce. Jednak ani Oli, ani Julii to się nie udaje. Dziewczynki znikają w tajemniczych okolicznościach, a całe miasteczko rozpoczyna rozpaczliwe poszukiwania. Nikt nigdy nie przypuszczał, że w tak małym oraz spokojnym miasteczku może dojść do tak wielkiej tragedii. Co stało się z Olą oraz Julią? Czy rodzice mogą mieć nadzieję na to, że jeszcze kiedyś je zobaczą?

„Często dopiero brak jakiejś osoby sprawia, że uświadamiamy sobie, jak bardzo była dla nas ważna.”

Zdzisław przeprowadził się do Rykowa mając nadzieję na to, że w końcu uda mu się poukładać kilka spraw oraz zaznać odrobiny spokoju. Mężczyzna jest emerytowanym policjantem, który jakiś czas temu przyczynił się do pewnej tragedii. Tamte wydarzenia stale nawiedzają go w snach i nie dają o sobie tak szybko zapomnieć. W nowym miasteczku Zdzisław poznaje Kamila, który prowadzi wraz z żoną własną pizzerię i jest dumnym ojcem trzech małych dziewczynek – Wiktorii, Oli oraz Julii. Kiedy tylko emerytowany policjant dowiaduje się o tragedii, jaka spotkała jego przyjaciela, to nie waha się ani chwili i od razu włącza się w śledztwo.

„[…] życie każdego z nas jest jak książka, którą sami tworzymy. […] Każdy człowiek ma we własnej książce strony, które chciałby usunąć […] tyle że nie da się tego zrobić.”

Z każdym następnym dniem szanse na odnalezienie dziewczynek maleją. Zarówno Kamil, jak i jego żona próbują chwytać się każdej deski ratunku, jaka jeszcze im została. Wkrótce zaczynają na jaw wychodzić pewne niepokojące fakty, które mogą mieć coś wspólnego z zaginięciem dziewczynek.  Niedawno wyszedł na wolność pewien psychopatyczny morderca, który może być powiązany z całą sprawą. W dodatku najstarsza z córek Kamila – Wiktoria coraz bardziej zaczyna siebie obwiniać o tamto wydarzenie i rodzice obawiają się, że dziewczynka może zrobić sobie krzywdę. Czy Zdzisławowi uda się odnaleźć dziewczynki całe i zdrowe? Oraz kto tak naprawdę stoi za porwaniem?

„Bo w niektórych książkach wśród czekających na zapisanie białych kartek zupełnie niespodziewanie czają się potwory.”

To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem i muszę przyznać, że zaliczam je do bardzo udanych. Już sam tytuł wydaje się niezwykle niepokojący i wywołuje w czytelniku lekkie przerażenie. Na początku wydarzenia rozgrywają się raczej wolno i czytelnik poznaje bliżej głównych bohaterów oraz ich historię. Od około setnej strony całość nabiera tempa i wszystko rozgrywa się bardziej dynamicznie. Muszę przyznać, że ostatnie strony tej książki naprawdę trzymały w napięciu, a rozwiązanie okazało się niezwykle zaskakujące. Nic nie było w stanie przygotować mnie na to, jak to wszystko się zakończy. Autor miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę i uważam, że udało mu się stworzyć niepowtarzalną opowieść, która chwilami przepełniona jest grozą oraz ogromnym smutkiem.

Historia stworzona przez autora wywołuje wiele emocji. Czytelnik jest świadkiem ogromnej tragedii, która spotkała niczego nie spodziewającą się i szczęśliwą rodzinę. Możemy zauważyć, jak w jednej chwili cały świat może rozpaść się na kawałki, a cały spokój i radość bezpowrotnie znikają z czyjegoś życia. Każdy dzień jest dla rodziny Kamila prawdziwą torturą, a brak wiadomości o zaginionych córeczkach doprowadza ich do szaleństwa. Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów i w głębi serca liczyłam na szczęśliwe zakończenie całej sprawy. Książkę polecam wszystkim osobom, które mają ochotę na klimatyczny thriller z nutką grozy w tle.

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję wydawnictwu

Moja ocena:

Treść:     8/10

Styl:     8/10

Okładka:     7/10

Wyzwania:

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 3 cm

Czytam opasłe tomiska: 431 str.

Polacy nie gęsi IV - 2. kryminał z motywem seryjnego morderstwa

MINI BOOK CHALLENGE 2016 – horror polskiego autora (5/16)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Recenzja „Zabij mnie, tato” Stefan Darda

  1. ~Meggie pisze:

    Mroczny tytuł i taka też wydaje się fabuła :)

  2. Widzę, że w ramach wyzwania sięgnęłyśmy po horror tego samego polskiego autora :) Ja czytałam „Dom na wyrębach” Dardy, ale przyznam, że „Zabij mnie, tato” mam również ochotę przeczytać. Pozdrawiam! :)

  3. ~Mirabelka pisze:

    Jestem bardzo ciekawa tego tytułu ;>

  4. ~[Kasia] pisze:

    Brzmi to bardzo niepokojąco i intrygująco. Sama czytam właśnie książkę z podobnym motywem – zniknięcie dziecka, ale w bardziej obyczajowej odsłonie. Pan Darda już od dawna mnie ciekawi, a skoro potrafi tak sprawnie zaskakiwać to chętnie się z nim spotkam :)

  5. Muszę w końcu poznać prozę tego autora. Zbiera dobre recenzje.

  6. ~Kathy Leonia pisze:

    łoł mocne i intrygujące!

  7. ~bookworm pisze:

    Słyszałam już o tej książce – brzmi nieźle, to coś dla mnie ;)

  8. ~Tea pisze:

    Już sam tytuł sprawił, że mam ochotę zapoznać się z książką! A po Twojej recenzji jestem już pewna, że muszę lekturę jak najszybciej nadrobić! :)

  9. Historia naprawdę ciekawa!

  10. Nie słyszałam o tej książce, ale będę ją miała na uwadze :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>