Recenzja „Królowa lodów z Orchard Street” Susan Jane Gilman

387335-352x500

Untitled-1

Jest rok 1913. Sześcioletnia Malka Treynovsky wraz z rodziną ucieka z Rosji, w której zaczyna się robić coraz bardziej niebezpiecznie w wyniku wybuchu rewolucji. Wszyscy wyruszają w niezwykle długą, jak i ciężką podróż do Nowego Jorku, w którym mają nadzieję zacząć życie od nowa. Wokół tego miasta krążyło wiele historii o przepychu oraz o wszechobecnym dostatku wszystkich mieszkańców. Jednak Malka bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że życie w Nowym Jorku może okazać się prawdziwym wyzwaniem. Cała rodzina gnieździ się w małym pokoiku na Orchard Street i pracuje od rana do wieczora, aby zdobyć pieniądze na jedzenie. Dzień w dzień muszą zmagać się z ubóstwem oraz nieustającym głodem. Pewnego dnia dochodzi do pewnego wypadku, który już na zawsze odmieni życie wszystkich członków tej rodziny…

„Nie chcieli być okrutni. Byli po prostu zaślepieni i obojętni, co w zasadzie też jest rodzajem okrucieństwa.”

W wyniku pewnych okoliczności Malka zostaje okaleczona do końca życia i porzucona przez swoją rodzinę. Życie dziewczynki w jednej chwili rozpada się na milion małych kawałeczków i staje się niezwykle puste. Z pomocą przychodzi pewna włoska rodzina, która postanawia zaopiekować się dziewczynką i pomóc jej zdobyć wykształcenie. Zajmują się oni produkcją oraz sprzedażą lodów, których ogromną wielbicielką zostaje Malka. Dziewczynka ma możliwość przyjrzeć się dokładnie ich produkcji oraz krok po kroku uczy się zarządzania firmą. Pobyt u tej rodziny staje się przełomowym momentem, który już na zawsze zmieni bieg jej życia, a zdobyte doświadczenie okaże się nieocenione podczas dążenia do własnego sukcesu.

„To jak wtedy, gdy się kocha – ledwo skończyłam, ogarniało mnie dojmujące poczucie straty.  […] zastanawiałam się, dlaczego wszystko, co kocham, kończy się tak szybko. To najwyraźniej moja wina.”

Pewnego dnia Malka poznaje niezwykle przystojnego oraz nieśmiałego mężczyznę, który już od pierwszej chwili zawrócił jej w głowie. Dziewczyna wyrusza wraz z Albertem w niezwykłą podróż po Ameryce w furgonetce z lodami, w której sprzedają własne wyroby. Tak oto rozpoczęła się historia ich biznesu, który stanie się kiedyś prawdziwym imperium. Z biegiem czasu mała i bezbronna Malka zmienia się w Lillian Dunkle – prawdziwą kobietę sukcesu, która za wszelką cenę próbuje wynieść swoją firmę na szczyt. Jednak aby to osiągnąć kobieta będzie musiała podjąć wiele niezwykle trudnych decyzji, których cena może okazać się zbyt wysoka. Czy Lillian jest gotowa poświęcić wszystko w imię swojego Lodowego Imperium?

„Jeśli jest się w piekle, tylko praca może przynieść ulgę.”

Już na wstępie muszę zaznaczyć, że „Królowa lodów z Orchard Street” zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Akcja dzieje się na początku XX wieku, w którym wraz z bohaterką przeżywamy wybuch drugiej wojny światowej, epidemię polio oraz czasy prohibicji. Czytelnik już od pierwszych rozdziałów może odczuć niesamowity klimat całej tej historii, która niejednokrotnie wprawia w zdumienie, szok, a czasami nawet w smutek. Autorka pokazuje, jak ciężkie było życie na emigracji dla wielu osób oraz z jakimi problemami musieli się wtedy mierzyć. Rozwleczenie w czasie historii Malki jest według mnie genialnym posunięciem, dzięki któremu możemy być świadkiem najróżniejszych wydarzeń z przeszłości, zarówno tych radosnych, jak i najbardziej tragicznych w całej naszej historii…

Akcja książki dzieje się dwutorowo: z jednej strony poznajemy przeszłość Malki, która krok po kroku próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie, a z drugiej wraz ze starzejącą się już Lillian próbujemy zrozumieć przyczyny jej obecnej sytuacji, która jest dość nieciekawa. Autorce udało się stworzyć niezwykłą historię, która zachwyca swoim klimatem, oryginalnością oraz niezwykłymi bohaterami. Dla Lillian zawsze najważniejsza była jej firma, dla której gotowa była zrobić dosłownie wszystko. Kobieta musi teraz zmierzyć się z licznymi konsekwencjami swoich decyzji, które mogą przysporzyć jej wiele nieprzyjemności. Czy Lillian uda się w końcu odnaleźć sens w jej życiu? Oraz czy kobiecie uda się pogodzić ze swoją przeszłością? Gorącą zachęcam do zapoznania się z tą książką :))

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję

logo_czarna_owca_NEW

Moja ocena:

Treść:     9/10

Styl:     9/10

Okładka:     9/10

Wyzwania:

Czytam opasłe tomiska: 597 str.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Recenzja „Królowa lodów z Orchard Street” Susan Jane Gilman

  1. ~MintElegance pisze:

    moja koleżanka właśnie czyta tę powieść :)

  2. ~Meggie pisze:

    Brzmi całkiem ciekawie :)

  3. ~Mirabelka pisze:

    Fascynująca historia, muszę koniecznie przeczytać :)

  4. ~Kathy Leonia pisze:

    okładka taka dziwna;p

  5. ~Ellie Moore pisze:

    Chętnie sama przeczytam :)

  6. ~awiola pisze:

    Piękna okładka i intrygujący tytuł. Mam tę książkę w planach.

  7. ~cyrysia pisze:

    Zastanowię się jeszcze nad tą książkę, gdyż obecnie mam inne priorytety czytelnicze.

  8. Ale mnie zaintrygowałaś tą pozycją! Jestem ciekawa, jak potoczą się losy Malki, lubię historie, w których los daje szczęści osobom, które naprawdę go potrzebują. Świetna rekomendacja! Pozdrawiam :)

  9. ~monalisap pisze:

    Książka mnie zainteresowała, widać, że bohaterka miała burzliwe życie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>