Akcja „Pomiędzy latem a zimą”

lato-koloru-wisni-b-iext29250003image001

Autorka książki „Lato koloru wiśni” – Carina Bartsch postanowiła zrobić swoim czytelnikom niespodziankę oraz napisała dwa dodatkowe rozdziały z perspektywy Elyasa! Jestem niezwykle wdzięczna wydawnictwu Media Rodzina za to, że mogę wziąć udział w tej niezwykłej akcji. Poniższy tekst jest czwartym fragmentem całości (wszystkich fragmentów jest dziesięć).

Pierwszy fragment znajdziecie tutaj: gabrysiekrecenzuje.blogspot.com

Duchowe uniesienia

Z perspektywy Elyasa

            Po seminarium z socjologii medycyny nastąpił wykład o biologii molekularnej, a potem kurs przygotowawczy w ramach anatomii makroskopowej. Zamiast pójść w kierunku Katedry Patologii, by wziąć udział w tych ostatnich zajęciach, z laptopem pod pachą wędrowałem po wyasfaltowanym dziedzińcu przed uczelnią w kierunku parkingu. W porównaniu z suchą teorią z podręczników, efekt edukacyjny sekcji i preparowania prawdziwych zwłok był o wiele większy, ale, jakkolwiek na to patrzeć, zdecydowanie wolałem żywych ludzi i zamierzałem przy tym pozostać. Podczas gdy moi koledzy i koleżanki ze studiów śmiali się z tych z nas, którzy obawiali się kontaktu ze śmiercią, czuli się nieswojo, a nawet wymiotowali w wyłożonych nagimi płytkami, sterylnych pomieszczeniach, mnie dziwili ci, którzy tego nie robili, i bez mrugnięcia powieką chwytali za skalpel.

Powietrze na zewnątrz miało zapach ciepłej ziemi, a słońce zatroszczyło się o przyjemne dwadzieścia jeden stopni – nie, dziś zdecydowanie nie był odpowiedni dzień na to, żeby spędzać go z formaldehydem i w obecności śmierci.

Podszedłem do rzucających cień brzóz, pod opadającymi gałęziami których czekała na mnie kobieta z moich marzeń. Już jedno spojrzenie na nią powodowało, że po całym ciele zaczynały krążyć endorfiny. Była idealna, niedościgniona w urodzie i jeśli nie miała nic przeciwko, nasze drogi miały się rozejść dopiero pod koniec życia. To była kobieta, przy której chciałem się zestarzeć.

Była moją czarną damą.

Była moim mustangiem shelby z 1967 roku.

Przeciągnąłem dłonią po jej przyjemnie chłodnym dachu, otworzyłem drzwi i opadłem na skórzane siedzenie. Wyciągnąłem ze schowka okulary przeciwsłoneczne, położyłem laptop na siedzeniu pasażera i włączyłem muzykę. Kiedy jedną dłonią wyprowadzałem samochód z miejsca parkingowego, we wnętrzu rozbrzmiały już pierwsze basy Welcome to Jamrock Damiana Marleya, zlewając się z głębokim pomrukiem silnika. Moja księżniczka brzmiała, jak gdyby wypaliła o kilka papierosów za dużo. Pozwalała mi czuć całą swoją siłę i energię aż po końcówki włosów. Wszystko wibrowało. Westchnąłem. Była taka seksowna. Z jedną dłonią na kierownicy, a drugą na dźwigni zmiany biegów, zrelaksowany wygodnie umościłem się w fotelu i prowadziłem samochód najpierw po parkingu, a potem przez Berlin. Przejechałem przez kilka dzielnic od Berlin Mitte do Friedrichshain, a potem na Prenzlauer Berg i z powrotem – tak po prostu, bo miałem na to ochotę i dobrze się czułem za kierownicą mojej czarnej damy.

Kiedy zaparkowałem przed typową berlińską kamienicą z jasnożółtym tynkiem, na której poddaszu znajdowało się moje mieszkanie, byłem uosobieniem spokoju, a moja duchowa kondycja osiągnęła błogostan. Dotarłem na piąte piętro, otworzyłem drzwi i automatycznie spodziewałem się znanego zapachu męskiego mieszkania, który otaczał mnie przez ostatnie dwa lata, kiedy dzieliłem lokal z Andym. Od tygodnia wiały tu jednak nowe wiatry, i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Jak zwykle rzuciłem klucz na stojącą przy drzwiach komodę, ale dźwięk, który się rozległ, był zupełnie inny niż zwykle. Zamiast tradycyjnego, głuchego „pac!”, rozległo się „brzdęk!”. Odwróciłem się z irytacją. Właśnie w miejscu, które od zawsze było zarezerwowane dla moich kluczy – do tego stopnia, że w zasadzie można by je oznaczyć odpowiednią tabliczką – stał pojemnik z mlecznego szkła. „Waniliowa świeca zapachowa” – głosił ozdobny napis. Podniosłem naczynie, obwąchałem je i uznałem, że właśnie tak śmierdzi.

– Alex! – zawołałem, a ona wychyliła głowę z łazienki na korytarzu.

– Tak?

– Co to… coś… tutaj robi?

Z odległości nie była w stanie zidentyfikować przedmiotu w moich dłoniach, więc podeszła do mnie z owiniętymi ręcznikiem mokrymi włosami. Zamiast T-shirtu miała tylko biustonosz.

– Ach to – powiedziała. – To jest waniliowa świeca.

Czy kobiety robiły to specjalnie? Odpowiadały na pytania, których się im nie zadało?

– Widzę, co to jest. Ale dlaczego stoi na moim miejscu na klucze?

– Bo ładnie tam wygląda. Przecież możesz kłaść swoje klucze gdzieś indziej.

– Miejsce moich kluczy jest na komodzie, żeby po wejściu do domu móc je natychmiast odłożyć, a potem, wychodząc, o nich nie zapomnieć. Robię to, od kiedy wprowadziłem się do tego mieszkania. Bardzo chciałbym, żeby w przyszłości mogło tak zostać.

Alex lekko przekrzywiła głowę i spojrzała na mnie w taki sposób, że nie miałem wyjścia i pod jej spojrzeniem musiałem się poczuć jak szczeniak w brązowym kartonie. Czy ona nie traktowała mnie poważnie?

– Elyas, mój najdroższy braciszku, wiem, że mieszkanie z kobietą to dla ciebie nowa sytuacja. – Uwolniła włosy spod ręcznika, nachyliła się i zaczęła je wycierać. – Ale z powodu świecy zapachowej naprawdę nie musisz czuć się zagrożony w swojej męskości.

– Zagrożony? Przecież zupełnie nie w tym rzecz! Chodzi o moje miejsce na kl…

– Nie musisz się tłumaczyć. – weszła mi w słowo. – Wszystko rozumiem.

– Ach tak? A co dokładnie?

Głośno wypuściła powietrze i się wyprostowała. Mokre włosy opadły jej na twarz. Próbowała dmuchaniem odgarnąć je sobie z czoła.

– Rozumiem, że mężczyźni zawsze są w jakiejś fazie. Zaczyna się to w wieku niemowlęcym od fazy oralnej i wcale nie ustaje, jak chciał Freud, po skończeniu trzynastu lat w fazie genitalnej. W tym miejscu ten dobry człowiek się pomylił. To trwa. Czy chciałbyś wiedzieć, w której fazie obecnie się znajdujesz?

– Nie?

– Odpowiedź jest bardzo łatwa. Jesteś w fazie utraty wolności.

Powoli przestawałem ją rozumieć.

– W fazie utraty wolności?

– Właśnie. Boisz się o swoją wolność.

– Ach tak… – powiedziałem i zmarszczyłem czoło. – A nie pomyślałaś o tym, że to ty możesz tkwić w jakiejś fazie? Na przykład w fazie nad-wszystkim-muszę-mieć-kontrolę?

Zamyśliła się na chwilę, a potem potrząsnęła głową.

– Nie. Wykluczone. – Zanim zdołałem wyrazić moje uzasadnione powątpiewanie, mówiła dalej. – Ale ponieważ nie chcę, żebyś tak bardzo konfrontował się z twoimi lękami, jestem gotowa pójść na kompromis!

– Jakie to niezwykle wyrozumiałe z twojej strony…

– Prawda? – Uśmiechnęła się i przesunęła świecę zapachową pięć centymetrów w lewo. – Widzisz? Teraz jest tu miejsce i na tę okropną świecę, i na twoje kluczyki.

Moje kluczyki. Zdołałem tylko unieść brwi, ponieważ Alex już odwróciła się na pięcie i ruszyła z powrotem do łazienki. Ledwie zniknęła mi z oczu, w drzwiach znów pojawiła się jej głowa.

– Ach, a poza tym później wpadnie tu Emely! – zawołała, opierając się dłonią o futrynę.

Jej głowa zniknęła, po chwili rozległ się dźwięk suszarki, który za każdym razem powodował, że w mojej głowie pojawiało pytanie, czy w łazience nie ląduje odrzutowiec.

Emely. Ręce mi opadły.

Poniedziałek:

„Dzisiaj spotykam się z Emely!”

Wtorek:

„Emely przychodzi dzisiaj na śniadanie!”

Środa:

„Idę z Emely na zakupy, chcesz iść z nami?”

Czwartek:

„Hej, dziś wieczorem chciałabym obejrzeć u nas film z Emely. Nie masz nic przeciwko temu?”

Piątek:

„Mówiłam ci już, co zabawnego powiedziała dziś Emely?”

            To imię powoli zaczynało naprawdę działać mi na nerwy. Wiedziałem, że nie jestem w stanie całkiem schodzić z drogi najlepszej koleżance mojej siostry, ale już po tygodniu skala kontaktu osiągnęła rozmiar, który przerastał wszelkie moje obawy. Brakowało jeszcze tego, by pewnego dnia z łóżkiem pod pachą zadzwoniła do moich drzwi i wprowadziła się do nas.

Tekst został przetłumaczony ze strony Cariny Bartsch: carinabartsch.de

Nie jest to fragment ani zapowiedź książki napisanej z perspektywy Elyasa, to fragment dwóch rozdziałów napisanych przez autorkę jako prezent dla czytelników.

Kolejną część znajdziecie na blogu:
http://ravenstarkbooks.blogspot.com

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Akcja „Pomiędzy latem a zimą”

  1. Padłam ze śmiechu :D
    Lecę czytać daaalej <3
    Pozdrawiam :*
    my-life-in-bookland.blogspot.com

  2. ~Raven Stark pisze:

    Nie miałabym nic przeciwko kolejnym 100 fragmentom :D
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

  3. ~Doomisia♥ pisze:

    Elyas i jego urok *.* Rozpiska tygodniowa- mój faworyt całej akcji :D

  4. ~Patrycja pisze:

    Czyli tak to wyglądało jego oczami. ;) Chętnie bym bliżej poznała jego damę serca. :)

    Pozdrawiam.

  5. ~awiola pisze:

    Wspaniały prezent dla czytelników :)

  6. ~Kathy Leonia pisze:

    świetna akcja:D szybko się czyta, zachęca do kupienia powieści:)

  7. ~Ellie Moore pisze:

    Uwielbiam dwie perspektywy na jedne wydarzenia :)

  8. ~Kathy Leonia pisze:

    pozdrowienia piątkowe:D

  9. Rany… chciałabym przeczytać wszystko :D

  10. ~Beti pisze:

    Fajna akcja:) Przeczytam jak uporam się z książką, jest już u mnie – udało mi się wypożyczyć w bibliotece:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>